moje życie legło w gruzach
Polina Kovaleva jest córką Swietłany Poliakowej, rzekomej kochanki Ministra Spraw Zagranicznych Rosji. Brytyjskie media nazywają ją nawet „prawdziwą żoną Siergieja Ławrowa”, choć ten oficjalnie od lat 70. jest mężem Marii Ławrowej. Plotki potwierdza Aleksiej Navalny, twierdząc, że „Ławrow od lat żyje podwójnym życiem”.
Otylia w swojej książce, która lada chwila pojawi się w księgarniach w całej Polsce opowiedziała o tragicznych wydarzeniach. Dziennik Fakt dotarł do fragmentów, w których olimpijka wróciła myślami do momentu tragedii: „Dosłownie chwilę przed wypadkiem uniósł powieki, spojrzał na mnie i powiedział: "Pamiętaj, siostra, że
Anka ich nagrała i sama mogłam posłuchać mojego romantyka w akcji. Po powrocie męża czeka mnie trudna rozmowa. Nie wiem, jak się zachowa, czy będzie brnął w kłamstwo, czy z godnością przyzna się do zdrady. Nie wiem, jak długo to trwa, ale jestem pewna, że te delegacje to była ściema. Nagle moje idealne życie legło w gruzach.
Mieszka w Birmingham. Jej całkiem dobrze układające się życie legło w gruzach w latem 2011 roku. To wtedy, gdy uczestniczyła w festiwalu muzyczno-artystycznym, ugryzł ją kleszcz. Dostała zapalenia mózgu. Walcząc o powrót do zdrowia i do samodzielności, przypomniała sobie, że wiele razy w życiu pomogło jej pisanie listów.
W 1980 po śmierci Iana Curtisa została członkiem New Order - zespołu powstałego na gruzach Joy Division. WikiMatrix Myślę o życiu przed wypadkiem, o szczęściu, które tak łatwo legło w gruzach .
Polnische Frau In Deutschland Sucht Mann.
Rozwód. W Polsce zjawisko bardzo powszechne, gdzie rozpada się co trzecie małżeństwo. Jest to bardzo ważny i trudny moment w życiu osoby, która go doświadcza. Praktycznie każdy element Twojego dotychczasowego prywatnego świata ulegnie zmianie. Od teraz będziesz się uczyć wszystkiego od nowa. Staniesz przed nowymi decyzjami, które zmienią bezpowrotnie Twoje ówczesne życie. Nic na to już nie poradzisz. Należy zmierzyć się z daną sytuacją i zacząć działać, ku Twojej lepszej przyszłości! Pozew o rozwód należy złożyć w Sądzie Okręgowym. Przeważnie będzie to sąd, w którego okręgu mieliście swoje ostatnie miejsce zamieszkania. Takie pismo koniecznie trzeba przygotować w dwóch egzemplarzach (jeden dla sądu a drugi dla Twojego (jeszcze) obecnego małżonka). Po przygotowaniu trzeba zostawić je w biurze podawczym właściwego sądu albo po prostu wysłać tradycyjnie pocztą. Istotną sprawą jest to, że za taki pozew należy zapłacić opłatę sądową w wysokości 600 zł. Miej też na uwadze, że mogą wystąpić przeróżne dodatkowy opłaty, np. opłata za opinie biegłego. Jeżeli nie stać Cie najzwyczajniej na świecie na poniesienie takiej opłaty, to nie martw się. Sąd może Cię zwolnić w całości lub części z tych opłat. Jedyne co trzeba będzie udowodnić na specjalnym sądowym formularzu (powszechnie dostępnym) to będzie to, że np. nie posiada się pracy, ma się niskie dochody, wysokie koszty utrzymania. To, że nie masz odpowiednich środków pieniężnych nie oznacza, że nie masz prawa do sądu! Dokumentami niezbędnymi, które należy dołączyć do pozwu są: skrócony odpis aktu małżeństwa, akty urodzenia dzieci (w przypadku, gdy macie wspólne dzieci). Oprócz tego powinno się dodać wszelkie inne dowody niezbędne do uzyskania pozytywnego wyniku sprawy, takiej jak: zeznania świadków, nagrania audio bądź video, wydruki rozmów, opłaty rachunków domowych czy kosztów utrzymania dziecka, zaświadczenia lekarskie o stanie zdrowia. Każdy z nas chciałby mieć tę (zdecydowanie niełatwą) sytuację jak najszybciej za sobą. Jednak nie mamy na to większego wpływu. Na ogół pierwsza rozprawa wyznaczana jest w terminie około trzech miesięcy od dnia złożenia pozwu. W przypadku wezwania przez sąd do uzupełniania braków formalnych (np. coś się zapomni dołączyć) pozwu należy doliczyć jeszcze niezbędny czas na ich wszystko zależy już wyłącznie od Ciebie. Czy chcesz dokonać zmian, które pozytywnie wpłyną na Twoje życie, czy chcesz dalej trwać w tym małżeństwie bez przyszłości.
Edipresse Moje życie nagle legło w gruzach, ale jestem szczęśliwa. Z tygodnia na tydzień udowadniam sobie, że nadaję się na matkę. Przeczytaj historię Iwony. Iwona Dycha/praca konkursowa 27 kwietnia 2014 W dniu urodzin w ramach prezentu zrobiłam test. Nie miałam odwagi patrzeć. Dwie kreski wyczytałam w Jego oczach. Szok, przerażenie i milion myśli. Nowa praca, walka o awans, mieszkamy razem dopiero od 3 miesięcy. Znamy się od roku. To nie możliwe... Płacz i zgrzytanie zębów. Życie legło w gruzach. Gdyby wśród moich dobrych znajomych zrobić ankietę, czego bym nie chciała najbardziej na świecie, odpowiedzieliby jednogłośnie: dziecka! Uspokaja mnie myśl, że zdarzają się pomyłki, złe testy, wczesne poronienia. Koniec świata. A czerwone od płaczu oczy trzeba zamalować do pracy. 7 maja 2014 HCG potwierdza ciążę. USG również. Lekarz mówi: tu prawdopodobnie rozwinie się płód. I pokazuje coś na monitorze, czyli tak jakby tam jeszcze nic nie było. Znowu płacz, obwinianie całego świata. On przypomina, że nie mamy już po 20 lat, tylko 10 więcej i dzieci to nie taka tragedia. Chyba się cieszy, co mnie jeszcze bardziej irytuje. Mam ochotę cofnąć czas. 20 maja 2014 Boję się dotykać brzucha. Jakby nie należał do mnie. Boje się, że dotknę go i nagle mnie zaczaruje. Widzę oczami wyobraźni rozstępy, dodatkowe 20 kg, obwisłe piersi. Boję się, że nie pokocham tego dziecka. Śmierdzą mi perfumy w sklepie i na ludziach. 25 maja 2014 Udowadniam sobie, że nie nadaję się na matkę. Na argument, że jestem za młoda, On się tylko śmieje. Kolejne USG. Serduszko bije jak szalone 148 uderzeń na minutę, a płód wygląda jak chomik. Nie płakałam ze wzruszenia. Ale też i nie płakałam z nieszczęśliwości. Po USG poszliśmy na lody. 1 czerwca 2014 Karta ciąży założona. Formalnie i państwowo jestem w ciąży. To brzmi jakbym nie mówiła tego o sobie. Stwierdzenie "jestem w ciąży" jeszcze nie funkcjonuje w moim słowniku. Postanowiliśmy powiadomić przyszłych dziadków. Potraktowałam to jak przykry obowiązek. Nie rozpiera mnie szczęście. Ale dotykam już brzucha bez strachu, że mnie "zaczaruje". On mówi, że tam bije serce. 15 czerwca 2014 Zaczyna się. Mdli mnie. Jakbym mogła, spałabym 23 godziny na dobę. Płakałam pół dnia, bo okazało się, że sukienka się na mnie nie dopina. Nie pierwsza taka tragedia w moim życiu, ale uruchomiły się zapasy niewypłakanego żalu. On wrócił z pracy i przytulał. 25 czerwca 2014 To, co było chomikiem na ostatnim USG, ma teraz głowę i 4 kończyny. Niesamowite... Mały ludź. Dziwne uczucie. 27 czerwca 2014 W nocy obudził mnie strach. Pół nocy nie spałam, myśląc, czy wszystko jest dobrze. Czy jest zdrowy ten mały ludzik? Czy jeszcze jakieś badania powinnam zrobić? Dawno nikt mi tyle nie zaprzątał głowy. 8 lipca 2014 Szpital. Jakieś plamienie. Strach mnie sparaliżował. Ale nadal nie wiem czy wolałabym, żeby ten chomik był, czy żeby go nie było. 9 lipca 2014 Wszystko dobrze. Wielka ulga. 15 lipca 2014 Lato w pełni. Nic nie mogę jeść. Chudnę. Ciągle robię jakieś badania. Ciągle chciałabym być podłączona do ultrasonografu. Ciągle chciałabym słuchać, czy bije chomikowi serce. 11 sierpnia 2014 Chłopiec! On pękł z dumy. I chyba nadal pęka. To już nie chomik. To SYN. Wszystkie kostki zbadane, nereczki, serducho. Wszystko kompletne, na miejscu. Rozmiar buta prawie 3 cm. Ale szczęście. Poszliśmy na lody. Adobe Stock Prawdziwe historie: Jak tu nie wierzyć w cuda?! Gdy lekarz powiedział, że serduszko mojego dziecka nie bije, czułam się tak, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Straciłam nadzieję, ale cuda przecież się zdarzają. Przeczytaj historię Joanny. Mam na imię Joanna, mój mąż to Artur. Jesteśmy rodzicami dwójki kochanych dzieciaczków: Daniela (4 lata) i Lenki (prawie 2 latka), ale spodziewamy się kolejnego dziecka. I właśnie o tej ciąży chciałabym napisać, bo dla mnie jest ona prawdziwym cudem. Jak grom z jasnego nieba Po narodzinach córki nie planowaliśmy więcej dzieci , ale los sprawił inaczej. Na początku czerwca tego roku niespodziewanie okazało się, że jestem w ciąży. Ta wiadomość była jak grom z jasnego nieba. Szok, strach i nie wiadomo, co jeszcze. Powoli jednak zaczęłam się przyzwyczajać do tej myśli, a nawet cieszyć. Najstraszniejsze słowa, jakie słyszałam w życiu Poszłam na wizytę do lekarza. Nagle usłyszałam: „Przykro mi, ale ciąża się zatrzymała . Serduszko nie bije”. To były najstraszniejsze słowa, jakie usłyszałam w życiu. Poczułam się tak, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Nie mogłam się z tym pogodzić. Nie wierzyłam w to… Ogromna pustka W urodziny męża, 17 lipca, miałam zabieg łyżeczkowania macicy. Nie zapomnę tego do końca życia, ale trzeba żyć dalej. Czeka na mnie w domu dwójka cudownych dzieciaków. Dla nich muszę być silna, ale nie jest to łatwe. Gdy nikt nie widział, płakałam po kątach . Czułam ogromną pustkę. Jak tu nie wierzyć w cuda?! Wychodząc ze szpitala dostałam odpowiednie zalecenia, wyjaśnienia i zapewnienia, że jeszcze kiedyś zostanę mamą. Po dwóch miesiącach poszłam do lekarza, bo nie miałam miesiączki. Opowiedziałam mu o wydarzeniach sprzed kilku miesięcy. Dokładnie mnie zbadał, zrobił badanie USG. To, co zobaczyłam i usłyszałam, doprowadziło mnie do łez. „Jest pani w ciąży” – powiedział lekarz. Bicie serduszka mojego dziecka to najpiękniejsza muzyka dla moich uszu. Z radości chciałam skakać do nieba, zadzwonić do wszystkich na świecie. Krzyczeć, by każdy usłyszał o moim cudzie. ... Fotolia Co jest najtrudniejsze w czasie ciąży? – ta opowieść Was zmieni! Dla wielu z nas najgorsze są poranne mdłości, rosnąca waga, czy ciągłe zmęczenie. Gdy posłuchacie tej opowieści, Wasze myślenie na pewno się zmieni. Lektura obowiązkowa dla każdej kobiety! Często ludzie widzą świat krótkowzrocznie i nic w tym złego. Dolegliwości w czasie ciąży nie należą do najprzyjemniejszych i nic dziwnego, że przyszłe mamy się na nie uskarżają. Mają do tego prawo. Warto jednak czasem spojrzeć na sytuację innych mam, zwłaszcza tych, które są w ciąży, a mają już za sobą poronienie . Dla nich ciąża jest najtrudniejszym okresem w życiu. Ich poranne mdłości cieszą, wymioty radują, a ból piersi jest najwspanialszym objawem na świecie. Gdy przeczytaliśmy wypowiedź tej mamy, od razu wiedzieliśmy, że musimy się nią z wami podzielić. Ta opowieść zmienia. Posłuchajcie: "Poranne mdłości, hormony, wymioty? Nic mi nie przeszkadza. Moim największym koszmarem jest myśl – czy jeszcze jestem w ciąży? Ciąża powinna być najszczęśliwszym czasem w życiu kobiety. Dla mnie jest najtrudniejszym... Od 27 tygodni żyję w strachu i będę tak trwać, aż przytulę dziecko. Analizuję każdy ból, każdy odgłos, puls. Chodzę, śpię, jem, spaceruję, cały czas myśląc o jednym. Dlaczego? Tak wygląda kolejna ciąża po poronieniu. Staram się nie martwić za dużo, wierzę, że to, iż jestem w 27 tyg. ciąży to dobry znak. Wszystkie moje poprzednie trzy ciąże, skończyły się przed upływem 8 tygodni. Każdy tydzień, dzień jest świętem. Choć lekarze mówią, że ryzyko poronienia w tak zaawansowanej ciąży jest dużo niższe, to jednak ogarnia mnie strach. Boję się cieszyć zbyt wcześnie, żeby ta przedwczesna radość nie zamieniła się w rozpacz. Żebym znowu nie straciła dziecka. Wiem, jak to jest i jak to boli. Utrata dziecka to nie tylko ból, że zostało ci odebrane. To także strach, że stracisz następne. Teraz kiedy jestem w ciąży, nie mogę się nią cieszyć, boję się. Nie mówię też o niej nikomu, by nie zapeszyć. By nikt mnie nie pytał potem, a gdzie twoje dziecko, jeżeli znowu się nie uda. ... Fotolia "Karmienie piersią było kwestią życia i śmierci!" – mówi mama wcześniaka Przed porodem wcale nie byłam taka pewna, że będę karmić piersią. Rozważałam różne opcje i wydawało mi się, że o karmieniu wiem wszystko. Tymczasem – jak się potem okazało – nie wiedziałam nic… Karmienie piersią może uratować dziecku życie? Tak, to żadna przesada! – przekonała się o tym Agata Krawiec, mama trzyletniego Kacpra, urodzonego w 30. tygodniu ciąży. Posłuchajcie co mówi o swoim doświadczeniu karmienia piersią: Przed moim porodem wcale nie byłam taka pewna, że będę karmić piersią. Oczywiście wiedziałam, że karmienie naturalne to najlepsze, co można dać dziecku, ale kiedy myślałam o praktyce, a nie o teorii – to planowałam, że mniej więcej po pierwszym miesiącu wprowadzę karmienie mieszane: raz piersią, raz butelką. Układałam sobie, że nocami wprowadzę jedną butelkę, w ciągu dnia też jedną, dzięki czemu uda mi się zachować laktację, tak długo, jak będę chciała, a jednocześnie nie będę musiała spędzać całej doby na karmieniu. Bardzo mi zależało na tym, żeby po porodzie zachować odrobinę swobody. Wydawało mi się, że o karmieniu wiem wszystko, tymczasem (jak się potem okazało) nie wiedziałam nic. Przede wszystkim nie wiedziałam tego, że zamiast urodzić swojego synka po 9 miesiącach ciąży – urodzę go o 3 miesiące za wcześnie. Nie wiedziałam, że pierwsze tygodnie mojego macierzyństwa spędzę, wyjąc nad inkubatorem mojego dziecka. Że na początku nie będę mogła go nawet dotknąć, a kiedy już lekarze mi pozwolą go trzymać za nóżkę a potem nosić skóra do skóry – to będę się bała to zrobić. Bo będę wolała nie dotykać i nie tulić swojego dziecka, niż ryzykować, że się wychłodzi poza inkubatorem. Kto nie przeżył takich chwil, nigdy ich sobie nie wyobrazi, bo ludzka wyobraźnia ma bardzo ciasne granice. Umiecie sobie wyobrazić, że patrzycie na swoje dziecko podłączone do respiratora, bo nie umie samo oddychać? Kiedy urodziłam, nie umiałam uwierzyć, że w ciąży godzinami rozmyślałam o tym, kiedy będę mogła podać butelkę i co... Jak pobrać i aktywować bon turystyczny: instrukcja rejestracji na PUE ZUS (krok po kroku) Ukraińskie imiona: męskie i żeńskie + tłumaczenie imion ukraińskich Mądre i piękne cytaty na urodziny – 22 sentencje urodzinowe Ile wypada dać na chrzciny w 2022 roku? – kwoty dla rodziny, chrzestnych i gości Gdzie nad morze z dzieckiem? TOP 10 sprawdzonych miejsc dla rodzin z maluchami Ospa u dziecka a wychodzenie na dwór: jak długo będziecie w domu? Czy podczas ospy można wychodzić? 5 dni opieki na dziecko – wszystko, co trzeba wiedzieć o nowym urlopie PESEL po 2000 - zasady jego ustalania Najczęściej nadawane hiszpańskie imiona - ich znaczenie oraz polskie odpowiedniki Gdzie można wykorzystać bon turystyczny – lista podmiotów + zmiany przepisów Urlop ojcowski 2022: ile dni, ile płatny, wniosek, dokumenty Przedmioty w 4 klasie – czego będzie uczyć się dziecko? 300 plus 2022 – dla kogo, kiedy składać wniosek? Co na komary dla niemowląt: co wolno stosować, czego unikać? Urwany kleszcz: czy usuwać główkę kleszcza, gdy dojdzie do jej oderwania? Bon turystyczny – atrakcje dla dzieci, za które można płacić bonem 300 plus dla zerówki w 2022 roku – czy Dobry Start obejmuje sześciolatki? Jak wygląda rekrutacja do liceum 2022/2023? Jak dostać się do dobrego liceum?
wolałabym żeby Ci się życie odmieniło o 180 stopni ledwie ;) niemniej jednak z przyjemnością czyta się takie posty :) dużo szczęścia! Odpowiedz Anca, super!!! Gratuluję pozytywnego nastawienia. Wiem, jak na początku musiało Ci być cięzko na nowo komuś zaufać, pokochać a przede wszystkim przyjąć miłość. Może to banał, ale prawda jest taka: że czas naprawdę leczy rany :P Odpowiedz To świetna wiadomość :) Powodzenia Wam życzę :) Odpowiedz naprawdę wspaniała wiadomość :D bardzo się cieszę i życzę Ci dużo szczęścia :D Odpowiedz Anca niesamowite!!!!!!! Nieustajacego szczęścia i niekończącej się miłości :D Odpowiedz Anca, super!!! Aż miło czytać takie dobre wiadomości :D Życzę Ci niekończącego się szczęścia :usciski: Odpowiedz Anca, super!!! Aż miło czytać takie dobre wiadomości :D Życzę Ci niekończącego się szczęścia :usciski: Odpowiedz Suuuuper wieści. Życzę wiele miłości i radości w "nowym" związku. Twój post to taka mała iskierka dla mnie na lepsze jutro Odpowiedz lubię takie zakończenia smutnych wątków 8) powodzenia! Odpowiedz Gratulacje i wiele miłości życzę :D Odpowiedz Baaaaardzo miło czytać takie wiadomości, życzę powodzenia i trzymam kciuki za nowy związek :D Odpowiedz Super :) Gratuluję miłości życia!!!Powodzenia :) Odpowiedz Anca super. Mam nadzieję, ze teraz to już będą same szzceśliwe dni :D trzymam kciuki i powodzenia. Odpowiedz Anca_ super wiadomości :D Powodzenia Odpowiedz Wczoraj minął dokładnie rok, odkąd napisłam pierwszego posta w tym wątku. Od tego czasu moje życie zmieniło się o 360 stopni. 5 miesięcy do tym jak ex mnie zostawił, po kilku nieudnych spotkaniach z osobnikami płci przecinej, spotkałam miłośc wojego życia :). Teraz widzę jak ułomny i chory był tamten związek, na jak wiele rzeczy zgadzałam się wbrew sobie. widzę to po 7 miesiącach szczęścia :). Kiedy pisałyście, że czas leczy rany, nie wierzyłam. Teraz widzę, że nie tylko leczy, ale przynosi lepsze jutro :). A ex z tego co wiem, jest smutnym samotnym człowiekiem... Odpowiedz swietnie tylko z tym facetem to nie przyspieszaj sprawy, nic na siłe... powodzenia zycze Odpowiedz trzymam więc kciuki abys ułozyła sobie życie :) głowa do góry :) Odpowiedz Cieszę się bardzo, że zaczyna Ci się układać :) :) :) Życzę powodzenia Odpowiedz Ostatniego swojego posta w tym temacie napisałam niespełna 2 miesiące temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. Żal w sercu pozostał, ale ja już nie rozpaczam i co najważniejsze nauczyłam się żyć, funkcjonować... I co najważniejsze spotkałam kogoś. To narazie bardzo świerza sprawa, więc ni piszę nic, żeby nie zapeszać :). Dziękuję wszystkim dziewczynom, które pocieszały mnie, pisały, żę przyjdą lepsze dni, bo chodź wtedy nie wierzyłam w te słowa, teraz zaczyna się tak dziać :) Odpowiedz Dziękuję za Wasze miłe słowa. Właśnie wróciłam z wypadu na Mazurki. Wróciłam już inn, mniej przygnębiona. Muszę poiedzie, że jest lepiej, dużo lepiej. Odpowiedz podpisuje sie pod postami dziewczyn. Poprostu musi dojrzec w Tobie mysl ze dasz rade sama, a to bylo tylko bolaca lekcja, po ktorej bedzie juz tylko lepiej Odpowiedz Anca_ napisał(a):Były już dni dobre bez żalu, płaczu, łez... Ale to co jest etraz o jakieś piekło, nie jjem nie pije nie śpie... wegetuje. Moim rodzice są przerażeni. Dodam tylko, że P. nie odezwał się ani słowem, zmienił numer telefonu. Ja już nie mam siły, zastanawiam się ile jeszcze tak pociągnę. Czuję się jak jakiś wrak... Moze idź na wódkę z przyjaciółką?Wódka z przyjaciółką lub przyjacielem zawsze pomaga:) i luzuje:) A tak a propos. A po co ma się P. odzywać? Milczy bo postawił na Tobie krzyzyk z klasa lub bez ale postawił krzyzyk i... koniec. Postaw i ty na nim krzyk. Don't Be Mad Just Get Back. Odpowiedz Trzeba nie miec serca i byc niezlym aktoem,zeby kilka lat zyc z kims,planowac wspolna przyszlosc, "kochac" (??????),a pozniej tak to skonczyc bez slowa... Zero klasy,honoru,jak juz wiele z nas napisalo,facet bez jaj...tchorz.. Wlasciwie to dziewczyny napisaly juz chyba wszsytko.. Anca,trzymaj sie ... Odpowiedz Anca - znam pewną rade ;) Odpowiedz Anca_ nic na sile. wyplacz sie, wyzal, powegetuj. minie. naprawde. no i trzymaj sie kochana :goodman: Odpowiedz Były już dni dobre bez żalu, płaczu, łez... Ale to co jest etraz o jakieś piekło, nie jjem nie pije nie śpie... wegetuje. Moim rodzice są przerażeni. Dodam tylko, że P. nie odezwał się ani słowem, zmienił numer telefonu. Ja już nie mam siły, zastanawiam się ile jeszcze tak pociągnę. Czuję się jak jakiś wrak... Odpowiedz Anca_ napisał(a):Nie potrafie tego wyjasnic, nigdy juz chyba nie uwierze w milosc... Jak nie uwierzysz w miłość to co ci pozostanie w życiu? Całe to wielkie wychodzone wybiegane pieprzone "nic"? Mieszkanie? Wypchane konto? Fura komóra? Życie to szuka latania... bez wiary w miłość nie można latać. Przetorącili ci skrzydła? Ktoś kiedyś odda ci swoje... polecisz... Kiedyś zadawałem mnóstwo naiwnych pytań w rodzaju "Co to zycie, mamo?" życie to wiara,zasady i marzenia.... szczęśliwe życie to spęłnione marzenia. Nieźle jedziecie sobie po facetach?MODLISZKI!!!!!!!!! Wy nas za przeproszeniemchciałybyście wykastrować :D Jeszcze żadnej nie dokładnie dlaczego jestem z nimi w danej chwili i czego mogą czasem ja nie wytrzymywałem prawdy i dużo częściej one nei wytrzymywały... ludzie, a szczególnie kobiety uwielbiają kłamstwa. "Kobiety to dziwki a faceci to świnie". Nieżłe..... Kobiety i faceci to ludzie a bładzić rzecz ludzka... wazne by odnaleźć swoją droge.... Odpowiedz Może nic nigdy nie wiadomo lol lol lol Odpowiedz Dzięki jeszcze raz Dziewczyny. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, coraz mniej płaczę (właściwie to już 2 dzień bez ani jednej kropli łez). Martucha może to był ten sam facet 8) . Bo przyznam, że sytuacja jest bliźniacza. Też praca za granicą, też wyjazd w ciągu tygodnia, też kłamstwo i 3 lata... No i mój też miał zarobić na przyszłość wspólną. Odpowiedz Anca oj doskonale wiem co przeżywasz. Sama parę lat temu przeżyłam dokładnie to samo co powiedział że kolega załatwił mu pracę zagranica i wyjeżdża i dosłownie w ciągu tygodnia wyjechał. Nie miałam jak to sprawdzić - wtedy komórki nie wszyscy posiadali, no a poza tym to ufałam mu bezgranicznie. Jak się okazało żadnego wyjazdu nie było, po prostu w ten sposób zakończył nasz 3 letni związek.. Byłam załamana. Teraz dziękuję Bogu, że tak własnie się stało, teraz z perspektywy czasu uważam,że był gnojkiem i tylei całe szczęście, że za niego nie wyszłam,(bo takie mieliśmy plany, wyjeżdżając miał zarobić na wesele). Zobaczysz, czas goi rany, jeszcze poznasz wspaniałego faceta i będziesz wdzięczna losowi, że tak właśnie się stało. Będziesz się śmiać z tej całej sytuacji i myśleć jaka ja byłam głupia.. Głowa i uszy do góry! Powodzenia! Pozdrawiam Odpowiedz tez sie podpisuej z usciskami mnie zostawił maz po pol roku po slubie, z malutenkim dzieckiem tez dla kobiety, która doskonale wiedziała o mnie i dziecku w sumie jej teraz moge za to dziekowac :lizak: ;) ale wtedy... koszmar mieszkałam sama z Misiem, ciagle sama w 4 scianach... potem an pol roku zamieszkałam z rodzicami bo jzu nie dałam rady psychicznie a i finansowo lezałam na ziemi bo nie pracowałam (ciecie cesarskie) potem był przez rok inny facet, były plany , tez sie zaczeły sms od kolegów , pozne powroty... jak mało kto po nim nie wierzyłam w uczucie, kazdy facet zdradza i odchodzi... teraz, wiem ze to była reka Boga, ze mam cudowne dziecko i najwspanialszego na swiecie meza, który jest cudownym partnerem i wspaniałym ojcem dla Miśka facet, który nie ma jaj, nie jest wart twoich łez wiem ze boli, ze boli utracona miłosc i zaufanie ale uwierz... niewarto skontaktuj sie tylko w sprawie tych rzeczy których potrzebujesz, jesli nie... olej mi facet kiedys nie chciał oddac 2 telefonów, plecaka benettona i wielu innych rzeczy, olałam, smiałam sie z tego pozniej z P ale jesli sa to rzeczy twoich rodziców to ja bym nie darowała inna sprawa ze bym je chyba po nim wykąpała w spirytusie by je odkazic ;) trzymaj sie! tez zapraszam na priva jak cos :D ps - mi pomogła, i to bardzo, terapia u psychologa, polecam Odpowiedz najbardziej na świecie nie cierpie tchórzy i to w takim gnojkowym wydaniu trzymaj sie Anka, przykro mi, ze 3 lata stracilas, dbrze ze nie 33 ;) buzka Odpowiedz Współczuję Ci wiem dobrze jak to jest jak serce szaleje z rozpaczy. Ale jak tak czytam to nasuwa mi się tylko jeden wniosek, nie mogła byś na min nigdy polegać bo w momencie problemów on ucieka do rodziców -od kłamstwa - brak porozumienia. Będzie dobrze - zobaczysz, tylko nie daj się ponieśc nerwom bądź silna! Odpowiedz Jeszcze raz dzięki za słowa otuchy. Dobrze wiedziec, że ktoś po podobnej tragedii się pozbierał, ułożył sobie życie. Najbardziej boję się, że nigdy nie zapomne tego bólu, nie zapełnie pustki. Że nie dopuszcze żadnego faceta do siebie. KIedy spotkałałam się ze wspomnianym tu przyjacielem, bałam się nawet na niego spojrzec. Wiem, że to głupie, ale teraz każdy facet jest zagrożeniem, potencjalnym sprawcą cierpienia. A jeżeli chodzi o P., tego który mnie zostawił, to nie jest do końca tak, że już nigdy się nie spotkamy. Tak się składa, że przez te wspólne lata wiele rzeczy przechodziło z mojego domu do jego. Mój tata pożyczył mu ponton, na którym mu bardzo zależy i do końca tygodnia obiecał mojej mamie (której notabene pisze smsy dziwnej treści), że do końca tygodnie go odda. Teraz po wielu analizach uważam, że albo chodzi o inna kobiete, albo o rodzine (nie koniecznie mnie akceptowali). Dzięki Waszym postom pomocy przyjaciól i tego przyjaciółka :) i rodziny sataram się ży normalnie, nawet czasami się uśmiecham, ale.... wciąż jest ten smutek, żal, poczucie niesprawiedliwości, nieufnośc. Odpowiedz JUż chyba wszystko zostało napisane. Ja przeżyłam podobną historię, strasznie źle ze mną wtedy było. A teraz dziękuję Bogu, że tak potoczyło się moje życie. Niedługo i Ty będziesz patrzeć na to zupełnie inaczej :usciski: Odpowiedz .....bardzo mi przykro.... ale!!!! za jakis czas spojrzysz na to zupelnie inaczej. wiem co mowie. po Twoich postach zorientowalam sie, ze jestes jeszcze stosunkowo mloda osoba...cale zycie przed Toba, tyle nowych miejsc, sytuacji, tyle nowych osob ktore poznasz...wiem wiem, teraz tego nie chcesz, nie wierzysz, ze bedzie ktos, komu znowu zaufasz......ale czas i Twoj wiek zdzialaja cuda, zobaczysz. jestem sporo starsza od Ciebie, 8 miesiecy temu pol roku przed slubem zniknal bez slowa moj narzeczony - wiec wiem jak to jest....a Ty masz tego plusa, ze przed Toba jeszcze wiele wspanialych chwil na studiach, spotkaniach...ze cale zycie przed Toba :) a na beznadziejnych facetow, ktorzy nie potrafia odejsc jak mezczyzni nie trzeba tracic czasu...tylko trzeba losowi dziekowac, ze w odpowiednim momencie pokazali jacy sa naprawde. ...teraz jest ciezko (oj wiem wiem jak ja rozpaczalam) ale to trzeba przejsc....taki life, nic nie poradzisz na to ze teraz Ci zle, smutno itp - ale zwroc sie do przyjaciol, rodziny, powiedz jak Ci zle....pomoga. a pozniej z dnia na dzien bedzie tylko lepiej:) Odpowiedz karlot, może to głupio zabrzmi - ale aż się wzruszyłam kiedy czytałam Twojego posta. Pamiętam jaka byłaś załamana, wiem że nie przyszło Ci łatwo oswoić się z sytuacją- i może nadal bywa ciężko - ale jako kobieta jestem z Ciebie taka diabelnie dumna... tak się ciesze że są wśród nas takie dzielne babki które nie dadzą się, nie pozwolą zniszczyć sobie życia, będą dalej przeć do przodu, znajdą w tym wszystkim sens i jeszcze pomogą innym. Ściskam Cię bardzo mocno. Anca_, wszystkie jesteśmy z Tobą, zobaczysz że będzie dobrze - w życiu nic nie dzieje się bez głębszego celu, nasze drogi tak się plotą że w końcu gdzieś trafiamy na to swoje szczęście. Widocznie Tobie jest pisane inne niż z tym pajacem. Dbaj o siebie... Odpowiedz Kochana teraz łatwo jest mi radzic, ale dokladnie rok temu podobny gnojek zachował sie równie podobnie, a moze i gorzej. Niestety takie parszywe sukinsyny chodza po tym swiecie i tak sie maskuja, albo my mamy takie klapki na oczach, że nie zauwazamy jacy sa oni naprawde. Masz ochote plakac- płacz, niestety odcierpisz to ale uwierz mi ze to minie, potem bedzie juz tylko lepiej. Walcz o siebie i nie załamuj sie- bo to teraz Ty jestes najwazniejsza. Zobaczysz w przyszłosci, ze ta sytuacja tylko Cie wzmocni. Nie mow, ze nie wierzysz w miosć. Mnie od zeszłego roku co prawda niedopadła ;) ale nie tracę nadzieji. Uwierz mi, że wiem co czujesz- znam ten bol, upokorzenie, a jednoczesnie tęsknotę i duzo duzo innych uczuć, które czasami nawet trudno nazwac. Jak na moje doswiadczenia to chodzi o inna babę- ale wystarczy tylko jej współczuc że zadała sie z takim jełopem. Co do rodziny- powiem jedno- znam takie zachowania niestety z własnego doswiadczenia. Nie przejmuj sie nimi - udowodnili ile są warci. Jesli chciałabys pogadac to pisz na priv. Trzymaj sie i dasz rade- NA PEWNO! Odpowiedz :goodman: strasznie mi przykro Anca_ wiem, że boli, szczególnie sposób w jaki Cię potraktował...bo tak naprawdę możesz się jedynie domyślać dlaczego tak zrobił, jakie były prawdziwe motywy... na szczęście masz przy sobie PRZYJACIELA. Sam fakt, że JEST - to najważniejsze i najlepsze czego teraz potrzebujesz :) trzymaj się Anca_ :) dziewczyno dasz radę :) Odpowiedz Nie wiem co facetom od... Miesiac temu facet zostawił moja Siorę po o-ś-m-i-u latach! Poprostu sie nie pojawił w weekend, nie zadzwonił , wiec ona zmartwiona i pełna obaw (bo moze jakis wypadek,moze chory....)zadzwoniła do niego ( a ja ja jeszcze namawiałam) a on zaczał końcu przyparty do muru powiedział jej, ze był na imprezie i ja poprostu mu uderzac w te tony jak to nie jest jej wart itd... Nic na to nie sie im nawet wyjatkowo fajnie układało. Cala nasza rodzina go uwielbiała a to taki s.. Wiec nie wiem jak Cię pocieszyć w takiej sytuacji , bo wiem ,ze teraz ciezko wytłumaczyc ,ze tak jest lepiej , bo "nagroda" gdzies juz pewnie czeka i kiedys powiesz, ze nawet cierpieć warto cos o tym i tak sobie powtarzam...ze warto było. 3maj sie ciepło. :) Odpowiedz Anca_, dasz rade dziewczyno. Powoli zaczniesaz dochodzic do siebie. sama pare dobrych lat temu zaznalam tego co czujesz teraz Ty, z tym ze facet byl znacznie starszy niz Twoj, i co z tego? okazal sie maksymalnym gowniarzem, tchorzem, ktory zaslanial sie jakimis absurdalnymi argumentami...Oczywiscie byla inna baba, jaksieokazalo niejedna, zadzwonilam jeden raz do tego gnoja i powiedzialam co mysle o tym wszystkim, sluchal jak wryty, udawal ze placze. Strasznie mnie to bolalo, tez wyladowalam w szpitalu, bo prawie sie zaglodzilam Kiedy wyprowadzilam sie od rodzicow ten idiota przysylal mi listy i pocztowki, ktore moja mama regularnie wywalala do kosza. Dzis nie czuje nawet nienawisci, gdybym spotkala go na ulicy przeszlabym jak kolo powietrza. Dzis mam fajowego meza i oboje sie napierdzielamy z tego kretyna Anca_, przejdzie Ci, potrzeba czasu. Wierze w Ciebie, Ty tez uwierz ze bedzie dobrze. :usciski: Odpowiedz Anca_, nie ma takich słów które mogłyby oddać sprawiedliwość temu co zrobił ten gość. Nie ma sensu pisać że jest chamem - bo to jest oczywiste, żaden człowiek który ma choć krzynę godności i szancunku dla innych, tak spraw nie załatwia. Domyślam się jak musi Ci być ciężko, będę trzymać kciuki za to żebyś doszła do siebie jak najszybciej - bo szkoda przede wszystkim Twojego zdrowia. A życie? Będzie jeszcze kolorowe, zobaczysz... :goodman: Odpowiedz Dzięki Dziewczyny ze słowa otuchy. Wiem, że nie wart, wiem, że tchorz, że bez jaj, ale nie potrafie zapomnie, nie potrafie powstrzyma łez. Przed chwilą kasowałam zdjęcia z grona i to kompletnie zwaliło mnie z nóg, jeszcze 2 miesiące temu... wydawłoby się szczęśliwi. Jest na szczęście ktoś kto pomaga mi w tym, przyjaciel. Inaczej nie wiem co by było, bo w dniu w którym się dowiedziałam o kłamstwach wylądowałam w szpitalu... Staram się nie bra już srodków uspakajaących, żeby nie truc się, ale nic innego nie pomaga. Odpowiedz skurwiel nie facet, na dodatek skurwiel bez jaj Anca_ Ty się ciesz, że poszedł w cholerę bo na ch... żyć Ci z takim frajerem Nie jest wart Twoich łez, nie jest wart Twojego uczucia zobaczysz-teraz płaczesz ale czas leczy rany i poznasz kogoś naprwdę wartego Ciebie wiele już niestety było na forum takich historii, ale prawie wszystkie znalazły wcześniej czy później swój Happy End :D :usciski: przytulam Cię, jakbyś chciała pogadać to służę privem :usciski: moja historia wprawdzie była inna ale wiem co to znaczy jak najbliższa Twemu sercu osoba kopie Cię w tyłek aż przykro... Odpowiedz Anca :goodman: Pewnie Cie to nie pocieszy ale na podstawie tego co przeżyłam przez ostatnie 4 miesiące możnaby było książkę napisać. A za miesiąc obchodziłabym rocznicę ślubu. W momencie kiedy wydawało mi się, że juz odzyskalam spokój zostałam ponownie doprowadzona do takiego stanu, że na samo wspomnienie robi mi się słabo. Wiem, ze to trudne ale odpuść sobie, nie dzwoń, nie wysyłaj smsów, bo to nic nie da, a sprawi tylko tyle, że dłużej będzie bolało. Uwierz mi, że z każdym dniem będzie coraz lepiej. Kiedyś pewnie jeszcze będziemy się cieszyły, że tak się stało. Odpowiedz No niestty ja też nie rozumiem, ale wiem że tak się zdarza. Facet mojej koleżanki któregoś dnia po prostu do niej nie przyszedł. Byli umówieni, ona czekała, on nie przyszedł. Nie odbierał telefonów, nie zadzwonił, nie napisał listu nic. Po prstu nagle zniknął. Ona rozpaczała okrutnie. Po kilku miesiąch zobaczyła go z inną dziewczyną. A teraz jest szczesliwa z innym facetem (już mężem) i podejrzewam że błogosławi los że twedy tak się stało. Myślę, że tacy faceci niewarci są splunięcia. Odpowiedz Możliwe, że chodzi o inną kobietę. Teraz jak się nad tym zastanawiam to miały miejsce sytuacje, ktore mogłyby na o wskazywa (telefony od "taty", smsy do "kolegów"). Ale nie w tym tkwi moja rozpacz, nie w tym, że się skończyło. Tylko w tym, że okłamał, że nie chce wyjaśnic. Rozmawia z nie ma jak, wyłączył telefon (byc może zmienił numer), do domu juz nie bede dzwonic. Przeciez nie pjade do niego i nie zaczne plakac pod drzwiami. Jak mozna byc az takim tchorzem. Zachowywac sie jak dziecko (ma 27 lat). Mieszac w swoje kłamstwa całą rodznę, znajomych. I nic nie wyjaśni. PO 3 latach. Jak można... Nie potrafie tego wyjasnic, nigdy juz chyba nie uwierze w milosc... Odpowiedz :o :o :o a mi sie w glowie nie miesci taka historia rozumiem, ze zwiazki sie czasem rozpadaja rozumiem,ze przyczyny tego sa rozne nie rozumiem jednak, jak mozna nie miec w sobie nawet krzty odwagi cywilnej, zeby powiedzec- to juz koniec nie rozumiem, jak mozna wymyslic ucieczke na poziomie telenoweli brazylijskiej i wmieszac w to cale otoczenie nie rozumiem zupelnie zachowania rodziny a moze oni byli przeciwni temu zwiazkawi..? wiem, ze boli i jest Ci ciezko, ale moze to sie na dobre odwroci w swoim czasie..? tego Ci z calego serca zycze i sciskam mocno :usciski: :usciski: Odpowiedz Może coś się jeszcze wyjaśni? Rozmawialiście? Może jest jakiś powód, bo trudno w coś takiego uwierzyć... Nie wiem, co Ci napisać... :goodman: :goodman: :goodman: Odpowiedz Wiesz co całkiem mozliwe że kryła/kryje sie za tym jakaś inna kobieta. A faceci często sa tchórzami i nie potrafią stanąć oko w oko z problemem i powiedzieć co jest grane i o co chodzi. Jest Ci winny wyjasnienia i masz prawo tego żądać. :usciski: Odpowiedz Wspolczuje Anca... Ja nie wyobrazam sobie takiej sytuacji... Ze mozna sie spakowac i wyjechac, krecac dookola, klamiac itd... Ze mozna nie miec odwagi powiedziec, ze to juz koniec... Wyobrazam sobie, co teraz czujesz... :usciski: ... I pozostaje mi tylko zyczyc Tobie, by wszystko sie jakos ulozylo... Odpowiedz
Witam. Zdecydowałam się na ten list, ponieważ muszę w końcu komuś się wyżalić. Zbierałam się do tego już od roku, ale "w 4 oczy" porozmawiać z kimś nie mam odwagi, poza tym nie mam takiej osoby, której mogłabym się zwierzyć. Wiem, nudny i oklepany temat, ale ja naprawdę muszę. To może zacznę od początku, od momentu kiedy moje życie zaczęło runąć. Kiedy miałam 11 moja mama nagle zmarła, co się okazało od dawna chorowała, ale nikomu się nie przyznała. Moje życie legło w gruzach - list czytelniczki Mój tato całkowicie się załamał, ratował się na początku alkoholem, jednak kiedy to nie okazało się skuteczne na 7 długich lat uciekł za granicę, zostawiając mnie i mojego (wtedy) 4 letniego brata samych pod opieką cioci. Mijały dni, tygodnie, lata aż w końcu postanowiliśmy z bratem sprowadzić ojca do nas lub namówić go żeby zabrał nas do siebie. Wrócił, jednak bardzo szybko tego żałowałam, ponieważ nie dość, że wciąż nadużywał alkoholu to próbował wykorzystywać mnie seksualnie, a mojego braciszka stale bił - wszystko zdawało się idealnym powodem, aby dostać porządne lanie (nawet zbyt głośne oddychanie czy też mruganie). Zobacz więcej: Gdy nie masz sił oddychać. Depresja - choroba duszy czy ciała? W liceum poznałam fantastycznego chłopaka (a przynajmniej tak mi się zdawało), był miły, troskliwy, opiekuńczy i bardzo związany ze swoją rodziną. Byłam w Nim tak ślepo zakochana, że nie zauważałam (lub nie chciałam zauważyć) jakim jest naprawdę, a wielu ludzi ostrzegało mnie przed nim, mój ojciec. Po 4 latach sielanki wdarła się do Naszego związku rutyna, oddalaliśmy się coraz bardziej od siebie, stawaliśmy się sobie obcy, każde z nas mało osobne życie. Nie było NAS był On i ja. Jednak rok później nasze życie (a na pewno moje) stanęło do góry nogami - ciąża. Pierwszy nasz dylemat - co dalej? On chciał aborcji, ja nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Widziałam tylko dwa rozwiązania: urodzę i wychowamy maleństwo razem, jakoś sobie poradzimy, urodzę i sama wychowam maleństwo. Na szczęście postanowił zostać z nami (choć teraz przeklinam ten dzień), całe długie 9 miesięcy jego rodzina użalała nad Nim, że on niegotowy, nie da rady, a moja wizja "szczęśliwej rodziny" coraz bardziej oddalała się. Zobacz więcej: Czy nasze dzieci są po prostu... wredne? Dzień po dacie planowanego porodu trafiłam do szpitala ponieważ nie czułam ruchów dziecka. Spędziłam tam kolejne 2 tygodnie, a mój już wtedy narzeczony, wykorzystywał czas gdy mnie nie było - imprezując na całego ze znajomymi nie przejmując się w najmniejszym stopniu tym co się ze mną dzieje. Przez mój cały pobyt w szpitalu odwiedził mnie 5 razy i za każdym razem gorzko płakałam. W końcu po 3 próbach wywołania porodu - ruszyło! fot. Moje szczęście nie miało granic jak miałam już regularne, mocne skurcze, dzięki KTG słyszałam serduszko maleństwa i nic się dla mnie już nie liczyło, tylko to abym w końcu mogła przytulić mój malusieńki skarb. Jednak po 13 godzinach pomimo skurczy (już bez kroplówki od dłuższego czasu) brak rozwarcia, tylko 3 cm. Koszmar powrócił, zaczęłam się denerwować, załamywać, poddawać. Lekarze postanowili zakończyć to cesarskim cięciem. Zgodziłam się od razu, zgodziłabym się na wszystko, żebym tylko w końcu miała maluszka ze sobą - przy sobie. Tak więc o godzinie 19:45 poprzez cc przyszła na świat moja śliczna córeczka. 4 dni później wróciliśmy do domu i było dobrze, za dobrze. On stwarzał pozory przeszczęśliwego, zakochanego po uszy ojca i narzeczonego. Dbał o Nas, kochał. Miałam wszystko czego tak bardzo od dawna pragnęłam, upragnioną szczęśliwą rodzinę, wzięliśmy ślub kościelny, tego samego dnia też ochrzciliśmy córeczkę. Lecz moje szczęście nie może zbyt długo trwać. Kiedy córka miała coś ok. 6 miesięcy mój ukochany mąż stracił pracę (nie ma jej do dziś a minęło już półtora roku) i zostało nam tylko mój zasiłek macierzyński. Musieliśmy zamieszkać z jego rodzicami. To był kolejny błąd. Teściu nawet mnie wspierał, pomagał mi, opiekował się wnusią abym mogła zjeść śniadanie lub posprzątać mieszkanie, ale teściowa była koszmarna, wręcz nie do zniesienia. Zawsze byłam nieidealna, nieperfekcyjna i wszystko co najgorsze Córka tylko zakwiliła a ona już stała za moimi plecami jak jakiś kat i stale pytała co ja robię temu dziecku, że płacze. Wszystko co bym nie zrobiła było złe, wręcz karygodne, a ja tak bardzo chciałam jej pokazać że potrafię dobrze się zająć dzieckiem, że mogę być że umiem być dobrą mamą. Na próżno. Jej zdaniem kompletnie nie nadawałam się na gospodynię, żonę a tym bardziej matkę! Pewnego dnia nie wytrzymałam i wyraziłam swoje zdanie na głos (długo nie mogłam uwierzyć że to zrobiłam) i się zaczęło "pranie brudów" na forum publicznym. Efekt był taki że spakowałam siebie i córkę i wyniosłam się do ojca. Ku mojemu zdziwieniu mąż poszedł za nami. Brat odstąpił swój pokój dla naszej trójki a sam zamieszkał z ojcem w tym samym pokoju. I znów było dobrze, czułam że pomimo wszystkiego jestem w odpowiednim miejscu, czułam się bezpiecznie. Zaczęłam dochodzić do siebie, po ok. 2 miesiacach od przeprowadzki znów się zaczęło. Serio? Czy to jakiś żart? Niestety to była rzeczywistość szara i okrutna. Mąż zaczął się wymykać z domu na całe dnie, niejednokrotnie nie wracał na noc, a jak już był w domu to tylko ciałem bo duchem był daleko od nas. Zaczął coraz częściej kłamać, oskarżać mnie o dziwne rzeczy, zaczął ukrywać telefon i oprócz tego cały czas "wisiał na telefonie", kłótnie zaczęły się coraz częściej, aż doszło do tego że dzień bez kłótni dniem straconym. Na początku kłóciliśmy się o pieniądze, których coraz bardziej nam brakowało, później było tylko gorzej. fot. Aż mój mąż, mój ukochany dla którego odcięłam się od świata, poświęciłam mu wszystko, oskarżył mnie o głodzenie dziecka i przemoc wobec niej. Wtedy coś we mnie pękło. Ne, to nie było coś, TO BYŁ CAŁY MÓJ ŚWIAT! Coś we mnie umarło, załamałam się i każdego dnia pogrążałam się w tym coraz bardziej. Czułam odrazę do męża, do seksu musiałam się zmuszać a nawet traktowałam to jak mój cholerny małżeński obowiązek. Każdego dnia mąż sprawia że coraz bardziej go nienawidzę, ba! Siebie również i to bardziej niż jego. Stanęłam w czarnym punkcie, spadłam na samo dno. Nienawidzę siebie pod każdym aspektem (wyglądu, bycia taką nieidealną, nieperfekcyjną, żoną, najgorszą matką na świecie, bycia aspołeczną). Czuję się niepotrzebna córeczce, mężowi oraz wszystkim którzy są wokół mnie. Mam wrażenie że im tylko zawadzam, jestem zbędnym balastem którego trzeba się pozbyć. I dobija mnie to, że mój "mały wielki skarb", największa miłość na świecie do cioci (siostry męża) mówi częściej MAMO niż do mnie, że na jej widok aż piszczy z radości i nie odstępuje jej wtedy na krok. W takich sytuacjach moje serce rozpada się na drobniusieńkie kawałeczki. Zobacz więcej: Dlaczego związek wystarczająco dobry jest lepszy od idealnego? Dlaczego go nie zostawię i nie zawalczę o swoje i dziecka szczęście? Ze strachu. Boję się że odbierze mi dziecko, moją córeczkę. Nie przeżyłabym tego. Boję się że zostanę sama, sama zdana na siebie, tak samo jak wtedy, gdy zmarła moja mama. Wiem, śmieszny paradoks, boję się zostać sama, pomimo że i tak jestem sama. Nic nie czuję, żadnych uczuć, coraz częściej przeklinam dzień w którym dowiedziałam się o ciąży, w którym poznałam mojego męża i powierzyłam mu swoje zaufanie, miłość. Nie chce mi się wstawać do dziecka, zajmować się nią - przecież ona bardziej kocha ciocię skoro mówi do niej mamo. Nie chce mi się jeść, żyć i dłużej udawać że jest dobrze, że daję radę, że jestem szczęśliwa. Moje życie to zbiór porażek, jedna goni następną, a największą jestem ja sama. Nie wiem gdzie popełniłam błąd, czy to przez to że moja mentorka, najwspanialsza mama jaką mogłabym sobie wymarzyć, moja mamusia odeszła kiedy wchodziłam w wiek dojrzewania i nie mogła pomóc mi pójść inną ścieżką, lepszą? Pomimo, że już jej nie ma ze mną 15 lat, to wciąż kocham ją najmocniej na świecie i z roku na rok brakuje mi jej coraz bardziej, a szczególnie teraz kiedy przydało by mi się jej dobre słowo, rada, pomoc, obecność, teraz kiedy moje życie legło w gruzach, stało się potężną porażką, drwiną losu, nic nie znaczy...
moje życie legło w gruzach